24 lutego 2017

Karczochy z krewetkami

Wczoraj w wiadomościach w hiszpańskiej telewizji pojawiła się informacja o tym, że jedząc codziennie 800g owoców i warzyw zmniejszamy o 31% ryzyko przedwczesnej śmierci:). Hmmm... a ja zawsze myślałam, że moi teściowie trochę przesadzają jedząc po 3 owoce po każdym posiłku:), a tu się okazuje, że jednak wiedzą co robią:). Kiedy nas odwiedzają, pierwszą rzeczą jaką robią jest spacer po owoce... i nie kupują owoców tak jak ja: na sztuki, lecz na kilogramy. Nasza, mała kuchnia zapełnia się kilogramami jabłek, pomarańczy, kiwi, gruszek, bananów, śliwek, winogron i melonów (tych trzech ostatnich oczywiście tylko w sezonie), które znikają w oka mgnieniu, ale już za moment pojawia się nowa dostawa:). Ja, szczerze mówiąc, aż tylu owoców nie jadam, opycham się za to warzywami (może dzięki temu dożyję tych 100 lat:)). Was też zachęcam to jedzenia co najmniej 10 sztuk warzyw i owoców dziennie, bo tak naprawdę one są nie tylko zdrowe, ale również bardzo smaczne:). Proponuję zacząć od karczochów, do których możecie dorzucić kilka krewetek, a na deser koniecznie  zjedzcie kilka owoców:).


20 lutego 2017

Zupa porrusalda

Porrusalda lub purrusalda to zupa rodem z Kraju Basków i Nawarry, którą tradycyjnie robiło się z porów i ziemniaków. Dziś przygotowuje się ją na wiele sposobów. Najczęściej dodaje się do niej marchewkę, dynię, kawałki dorsza, morszczuka lub kurczaka, dzięki temu staje się ona bardziej treściwa i może stanowić samodzielne danie obiadowe. 

10 lutego 2017

Karczochy z piekarnika

Ach te karczochy!. Można je pokochać od pierwszego kęsa lub znienawidzić na zawsze np. za lekko gorzkawy posmak. U mnie zrodziła się do nich miłość przeogromna, gdy zrobiłam je, już dobrych parę lat temu, w mojej pierwszej barcelońskiej kuchni. Od początku wpisałam je na listę rzeczy smacznych, szybkich i prostych w przygotowaniu. Karczochy z piekarnika, obok dorady w soli znajdowały się wtedy u nas na czele listy z serii ''co zjeść w weekend na obiad''. Te ulubione ''szybkie obiady'' co jakiś czas się oczywiście zmieniają:). Teraz w weekendy jemy makaron - z krewetkami i pomidorkami koktajlowymi lub bigoli in salsa (z przepisu z książki Polpo), czyli z długo duszoną, prawie rozpływającą się cebulą, rybkami anchoas (czasami dodaję też tuńczyka z puszki), białym winem i masłem. Wracając do karczochów... nie wiem czy trudno jest je kupić w Polsce, ale jeśli nadarzy się Wam taka okazja, skuście się na kilka sztuk, przygotujcie je w najprostszy (według mnie) sposób, czyli w piekarniku i cieszcie się każdym kęsem tego warzywa kwiatu.  Po jedzeniu zostanie Wam cała fura resztek - raczej niejadalnych, bo twardych listków i brudne palce o smaku pieczonych karczochów, oliwy i soli, ale kto by się tym przejmował, prawda?:). Koniecznie dajcie znać czy smakowały:). 




2 lutego 2017

Chleb z czekoladą, oliwą z oliwek i solą


Nie mogę uwierzyć w to, że siedzę właśnie przed komputerem i piszę nowego posta😱. Prawie dwa lata temu (dokładnie 4 marca) publikowałam przepis na sałatkę z brukselki, zbliżał się wtedy termin porodu i w niespełna tydzień później urodził się Bruno, który zmienił niewyobrażalnie moją codzienność.

Podziwiam wszystkie matki blogerki, które potrafią opiekować się dzieckiem i wciąż zajmować się blogiem. Dla mnie było to fizycznie i chyba też psychicznie niemożliwe. Na początku Brunciu (uwielbiam go tak nazywać) pragnął cały czas być przyklejony do mamusi, nie było mowy o leżeniu w łóżeczku, ani w wózku, więc nosiłam go w chuście. W nocy budził się bardzo często (zresztą wciąż budzi się w nocy przynajmniej 5 razy), a w dzień spał bardzo krótko i najczęściej na spacerze.

Po 6 miesiącach przeprowadziliśmy się do Madrytu, Bruno zaczął raczkować, a potem stawać na nogi przemieszczając się tym samym swobodnie po całym domu i skutecznie uniemożliwiając mi rozstawienie statywu z aparatem i przemieszczanie się w tę i we w tę z gorącymi potrawami (było to zbyt niebezpieczne z dzieckiem przy nogach). Tak minęła zima, wiosna i lato. We wrześniu postanowiliśmy, że czas zapisać dziecko do przedszkola. Bruno bardzo szybko przyzwyczaił się do nowej rzeczywistości i po kilku dniach z uśmiechem na twarzy (dziecka) przekazywałam go paniom przedszkolankom. No i wkrótce się zaczęło: wymioty, rozwolnienia, katar, kaszel, jeden wirus, drugi wirus i tak w kółko do końca roku.

Przyszedł rok 2017, a wraz z nim zmiany: Bruno już od miesiąca chodzi do przedszkola i nie opuścił nawet 1 dnia, uwielbia to miejsce i podobno nawet śpi codziennie po obiedzie przez prawie 2 godziny. Dzięki temu, po prawie 2 latach wreszcie mogę zająć się tym co, oprócz bycia mamą, sprawia mi tyle satysfakcji: robić zdjęcia, gotować i wrócić do blogowania. Nie wiem jak długo potrwa ta dobra passa, ale mam nadzieję, że uda mi się napisać nowy post przynajmniej raz w tygodniu – tym razem już nie z Barcelony (tęsknię jeszcze czasami za tym miastem), tylko z Madrytu, miasta, do którego powoli zaczynam się przyzwyczajać😀.

Nowy rok zaczynam od bardzo prostego przepisu, popularnego w Hiszpanii wiele lat temu i który ostatnio wraca do mody: pan con chocolate, aceite y sal, czyli chleb z czekoladą, oliwą z oliwek i solą. Zapewniam Was, że zaskakuje nie tylko swą prostotą, ale i smakiem.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...