16 grudnia 2013

Maniok z czerwoną cebulą i co nieco o kubańskiej kuchni.

W cyklu potrawy z podróży, dziś maniok (hiszp. yuca) z cebulą, oliwą i octem - bardzo proste danie, przygotowane na pożegnanie, bo tuż przed opuszczeniem domu, w którym się zatrzymaliśmy w kubańskiej miejscowości Baracoa.  Przez całą drogę autobusem z Baracoa do Santiago de Cuba (no może tylko przez jej część, bo trwała ona 5 godzin) myślałam o wcześniej zjedzonej juce, która zresztą bardzo nam smakowała i o tym, że muszę ją przygotować po powrocie do Barcelony. Stąd właśnie dzisiejszy przepis:)




Składniki (na 2 porcje):

1 maniok
1/2 czerwonej cebuli
2 łyżki oliwy
2-3 łyżki octu winnego
sól


Przygotowanie:

Manioka pokroić na kilka mniejszych części i następnie obrać. Pokroić w dużą kostkę. Umyć pod bieżącą wodą, włożyć do garnka i zalać wodą (woda powinna całkowicie przykrywać kawałki manioka przez cały czas gotowania, lecz nie można jej dolewać w trakcie, dlatego proponuję wlać jej trochę więcej). Gotować do miękkości, przez około 45 minut. W międzyczasie na patelni rozgrzać oliwę, dodać pokrojoną w dość grubą kostkę cebulę. Smażyć przez kilka minut, do zarumienienia i następnie dodać ocet. Wymieszać. Gdy maniok będzie miękki, odcedzić go i następnie dodać do reszty składników na patelni. Posolić i smażyć jeszcze przez 2-3 minuty.




Jak już wspomniałam po powrocie z podróży, kuchnia kubańska nie zaskoczyła mnie wyrafinowanymi smakami, lecz muszę przyznać,  że pomimo swej prostoty zapamiętałam ją jako smaczną i zdrową.

Duży wpływ na kubańską kuchnię miała kolonizacja wyspy przez Hiszpanów oraz zmiany gospodarcze na Kubie po rewolucji w latach 1956-1959. To właśnie one spowodowały, że w dzisiejszych dniach wyrafinowane potrawy podaje się tylko w restauracjach dla zagranicznych turystów, natomiast mieszkańcy Kuby jedzą bardzo skromne dania bazujące na ryżu, fasoli, wieprzowinie, czy drobiu. W jadłospisie mieszkańców Kuby, nie ma np. wołowiny, czy podawanej w praktycznie każdej restauracji dla turystów, langusty. Dystrybucja tych produktów, podobnie zresztą jak pieczywa czy mleka jest nadzorowana przez rząd.

Turyści podróżujący po Kubie z plecakami, a do takich właśnie my się zaliczamy, zazwyczaj nie śpią w hotelach tylko u kubańskich rodzin, w ich domach. Jest to legalny i bardzo oryginalny sposób na  poznanie kubańskiej kultury i także kuchni, bo najczęściej właśnie tam, w domach, spożywa się śniadania i kolacje.

Próbując przypomnieć sobie co jedliśmy na Kubie, na myśl przychodzą mi przede wszystkim przepyszne posiłki z miejscowości Viñales, gdzie jedliśmy langustę, rybę pargus (hiszp. pargo) oraz niesamowicie kruchą wieprzowinę (pan domu powiedział, że zwierzaka zabito tego samego dnia!). Poza Viñales, bardzo smaczne posiłki jedliśmy też w Trinidad, gdzie mieszkaliśmy w prześlicznym rustykalnym domu z niebieskimi okiennicami, dwoma tarasami z widokiem na miasto i otaczający krajobraz oraz z wewnętrznym dziedzińcem, czyli patio, gdzie spożywaliśmy nasze posiłki. To właśnie tam, jedliśmy niezwykle smaczne krewetki (była to chyba największa porcja krewetek w moim życiu:)) i ryby, podane prawie zawsze ze smażonymi bananami. Pisząc o posiłkach, nie mogę pominąć bardzo oryginalnej kuchni z Baracoa, miejscowości odseparowanej od reszty wyspy, aż do lat 60-tych - głównie przez brak utwardzonej drogi prowadzącej do miasta, do którego dotrzeć można było tylko drogą morską. Z tego właśnie powodu gastronomia regionu jest odmienna od reszty kraju i bazuje się na lokalnych produktach, czyli kokosach i kakao. To właśnie tam, przygotowuje się pikantną rybę i owoce morza w sosie z mlekiem kokosowym, czy mięso w sosie z czekoladą. Stamtąd też moje wspomnienia o manioku z cebulą. 

Langusta jedzona w miejscowości Viñales.

Krewetki i ryba w sosie podane ze smażonymi bananami, w miejscowości Trinidad.

Podstawowym dodatkiem do wszystkich dań na Kubie, jest moros y cristianos, czyli ryż z czarną fasolą i sofrito (podsmażoną papryką, pomidorami, cebulą i czosnkiem), w którym zawsze wyczuwałam obecność kuminu. Mieliśmy też okazję spróbować ryżu z kiełbasą chorizo, czerwoną papryką i pimentonem, czyli wędzoną papryką w proszku.

Innym, bardzo często podawanym dodatkiem do dań, są smażone banany oraz chipsy z manioka, batatów, bananów czy malangi, która często zastępuje na Kubie ziemniaki. Na stole często gości też fasolka szparagowa, ogórki, awokado i poszatkowana kapusta.


Smażony kurczak i ryż z chorizo, czerwoną papryką i pimentonem, w Viñales.

Dania z restauracji Barracón w Santiago de Cuba. 

Paella z langustą - La Habana.

Wśród deserów, na Kubie dominują owoce: banany, papaje i gujawy oraz typowo hiszpańskie desery takie jak: flan, czy ryż na mleku. Ogromnym powodzeniem cieszą się tam lody, po które zawsze ustawiają się kolejki. W Kubańskich domach przygotowuje się też dulce de papaya verde, czyli zieloną papaję w syropie z cukru i wody oraz dulce de guayaba. W tak odmiennym od reszty wyspy Baracoa, popularnym deserem jest cucurucho - bardzo słodka pasta przyrządzona z kokosu, pomarańczy i gujawy z dodatkiem goździków i innych przypraw i zawinięta - w formie rożka - w liść owędzonego na ogniu bananowca, który nadaje całości wędzonego posmaku.

Smacznego !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...