10 lutego 2017

Karczochy z piekarnika

Ach te karczochy!. Można je pokochać od pierwszego kęsa lub znienawidzić na zawsze np. za lekko gorzkawy posmak. U mnie zrodziła się do nich miłość przeogromna, gdy zrobiłam je, już dobrych parę lat temu, w mojej pierwszej barcelońskiej kuchni. Od początku wpisałam je na listę rzeczy smacznych, szybkich i prostych w przygotowaniu. Karczochy z piekarnika, obok dorady w soli znajdowały się wtedy u nas na czele listy z serii ''co zjeść w weekend na obiad''. Te ulubione ''szybkie obiady'' co jakiś czas się oczywiście zmieniają:). Teraz w weekendy jemy makaron - z krewetkami i pomidorkami koktajlowymi lub bigoli in salsa (z przepisu z książki Polpo), czyli z długo duszoną, prawie rozpływającą się cebulą, rybkami anchoas (czasami dodaję też tuńczyka z puszki), białym winem i masłem. Wracając do karczochów... nie wiem czy trudno jest je kupić w Polsce, ale jeśli nadarzy się Wam taka okazja, skuście się na kilka sztuk, przygotujcie je w najprostszy (według mnie) sposób, czyli w piekarniku i cieszcie się każdym kęsem tego warzywa kwiatu.  Po jedzeniu zostanie Wam cała fura resztek - raczej niejadalnych, bo twardych listków i brudne palce o smaku pieczonych karczochów, oliwy i soli, ale kto by się tym przejmował, prawda?:). Koniecznie dajcie znać czy smakowały:). 




2 lutego 2017

Chleb z czekoladą, oliwą z oliwek i solą


Nie mogę uwierzyć w to, że siedzę właśnie przed komputerem i piszę nowego posta😱. Prawie dwa lata temu (dokładnie 4 marca) publikowałam przepis na sałatkę z brukselki, zbliżał się wtedy termin porodu i w niespełna tydzień później urodził się Bruno, który zmienił niewyobrażalnie moją codzienność.

Podziwiam wszystkie matki blogerki, które potrafią opiekować się dzieckiem i wciąż zajmować się blogiem. Dla mnie było to fizycznie i chyba też psychicznie niemożliwe. Na początku Brunciu (uwielbiam go tak nazywać) pragnął cały czas być przyklejony do mamusi, nie było mowy o leżeniu w łóżeczku, ani w wózku, więc nosiłam go w chuście. W nocy budził się bardzo często (zresztą wciąż budzi się w nocy przynajmniej 5 razy), a w dzień spał bardzo krótko i najczęściej na spacerze.

Po 6 miesiącach przeprowadziliśmy się do Madrytu, Bruno zaczął raczkować, a potem stawać na nogi przemieszczając się tym samym swobodnie po całym domu i skutecznie uniemożliwiając mi rozstawienie statywu z aparatem i przemieszczanie się w tę i we w tę z gorącymi potrawami (było to zbyt niebezpieczne z dzieckiem przy nogach). Tak minęła zima, wiosna i lato. We wrześniu postanowiliśmy, że czas zapisać dziecko do przedszkola. Bruno bardzo szybko przyzwyczaił się do nowej rzeczywistości i po kilku dniach z uśmiechem na twarzy (dziecka) przekazywałam go paniom przedszkolankom. No i wkrótce się zaczęło: wymioty, rozwolnienia, katar, kaszel, jeden wirus, drugi wirus i tak w kółko do końca roku.

Przyszedł rok 2017, a wraz z nim zmiany: Bruno już od miesiąca chodzi do przedszkola i nie opuścił nawet 1 dnia, uwielbia to miejsce i podobno nawet śpi codziennie po obiedzie przez prawie 2 godziny. Dzięki temu, po prawie 2 latach wreszcie mogę zająć się tym co, oprócz bycia mamą, sprawia mi tyle satysfakcji: robić zdjęcia, gotować i wrócić do blogowania. Nie wiem jak długo potrwa ta dobra passa, ale mam nadzieję, że uda mi się napisać nowy post przynajmniej raz w tygodniu – tym razem już nie z Barcelony (tęsknię jeszcze czasami za tym miastem), tylko z Madrytu, miasta, do którego powoli zaczynam się przyzwyczajać😀.

Nowy rok zaczynam od bardzo prostego przepisu, popularnego w Hiszpanii wiele lat temu i który ostatnio wraca do mody: pan con chocolate, aceite y sal, czyli chleb z czekoladą, oliwą z oliwek i solą. Zapewniam Was, że zaskakuje nie tylko swą prostotą, ale i smakiem.


4 marca 2015

Sałatka z brukselki

Trochę przesadziłam ostatnio z ilością kupionej brukselki, dlatego w ostatnim tygodniu jadłam ją praktycznie w każdej możliwej formie: pieczoną, gotowaną (w wodzie i na parze) oraz smażoną. Aż wstyd się przyznać, że wcześniej nie wpadłam na to, żeby zjeść ją w najprostszej postaci, czyli na surowo:); bo przecież brukselka to nic innego jak mała kapusta, a tą bardzo często jem bez gotowania czy smażenia:). Ta sałatka powstała trochę na zasadzie ''co mam akurat w lodówce i w kuchennych szafkach'' oraz bazując  na tym przepisie. Od tego czasu tak bardzo mi posmakowała, że zrobiłam ją po raz drugi i na pewno nie raz jeszcze ją powtórzę. Oprócz posiekanej brukselki dodałam do niej orzechy włoskie oraz owczy ser manchego, który zastąpić możecie innym twardym serem dojrzewającym. Sałatkę podałam z plasterkami pomarańczy, które dodały jej soczystości i kapitalnie skontrastowały z intensywnym smakiem sera (ja zresztą uwielbiam połączenie serów z owocami:)). Na końcu posypałam ją suszoną żurawiną i polałam sosem z oliwy z oliwek, cytryny, miodu i musztardy. Pycha!!.

24 lutego 2015

Grillowane warzywa z sosem romesco

Pewnie zgodzicie się ze mną, że są ludzie, którzy mają naprawdę niezłe pomysły na spędzanie wolnego czasu? Ostatnio zaintrygował mnie pomysł Edu, chłopaka który próbuje barcelońskie patatas bravas, po czym ocenia je na stronie http://www.bravasbcn.com. Podaje nazwę i adres baru lub restauracji, w której jadł te ziemniaki oraz ich cenę. Ocenia same ziemniaki (ich wielkość, w jaki sposób zostały według niego przygotowane, czy mają chrupiącą skórkę, czy są miękkie w środku, czy przypadkiem nie są nadmiernie skąpane w oleju itd.). Jako że bravas podaje się najczęściej z sosem alioli i z pikantnym sosem pomidorowym, ocenia też sosy (czy są pikantne, jaka jest ich tekstura, proporcja sosu alioli do sosu pomidorowego, itd.). Jednak to co najbardziej mnie zaintrygowało jest przygotowana przez niego lista 15 najlepszych patatas bravas w Barcelonie, którą co jakiś czas aktualizuje. Muszę przyznać, że spróbowałam tylko kilku miejsc z jego listy, które są naprawdę godne polecenia:). Takich gastronomicznych stron oceniających barcelońskie restauracje, miejsca z dobrą kawą, z dobrym ciastem (ostatnio bardzo modnym w Barcelonie ciastem marchewkowym), miejsca na - też ostatnio bardzo modny tutaj - brunch, jest oczywiście dużo więcej. Może też powinnam pomyśleć o takiej stronie:). Mogłabym zacząć np. od sosu romesco, który w sezonie na katalońskie cebulki zwane calçots w wielu restauracjach pojawia się również jako dodatek do warzyw: grillowanych, w chrupiącej tempurze lub surowych, w sałatkach. Muszę się nad tym zastanowić:). Tymczasem dzisiaj zapraszam Was na przepis na grillowane warzywa z sosem romesco


17 lutego 2015

Mini pączki z batatami, czyli buñuelos de boniato

Był tłusty czwartek i w internecie wszyscy kusili pączkami... Pomimo tego, że nie tęsknię za nimi w ciągu całego roku, w tym dniu chęć zjedzenia choć jednego pączka była tak ogromna, że wybrałam się specjalnie do La Donutería, gdzie czasami, oprócz typowych donutsów mają też takie zwykłe pączki, nadziewane kremem lub marmoladą. Niestety tego dnia ich nie było, więc musiałam zadowolić się donutsem. Jak pewnie się domyślacie, pomimo, że są one ''domowe'', robione codzienne przez pochodzącego z USA właściciela lokalu, który pracował wcześniej w znanej barcelońskiej cukierni Escribà, w barcelońskim hotelu Mandarin Oriental oraz w Eleven Madison Park w Nowym Jorku -to jednak to nie to samo co prawdziwy polski pączek z marmoladą:). Zupełnie inne, choć równie smaczne,  są też hiszpańskie buñuelos - takie mini pączki, które mogą być słodkie lub wytrawne. Ciasto robi się najczęściej z mąki, mleka, jajek i proszku do pieczenia lub sody, a potem smaży się je na oleju. Do masy podstawowej czasami dodaje się jabłka, dynię czy bataty lub wytrawne składniki np. dorsza, krewetki, kaszankę, ser lub kalafior. 

Na blogu pojawił się już przepis na pączki z dorszem, a dzisiaj proponuję buñuelos de boniato, czyli mini pączki ze słodkim ziemniakiem.



9 lutego 2015

Klopsiki z karczochami i groszkiem

Pewnie wielu z Was spojrzy na mnie z niedowierzaniem jeśli powiem, że ostatnie dni były chyba najzimniejszymi w moim życiu... Takie właśnie są uroki mieszkania w centrum Barcelony, gdzie średnia wieku budynków przekracza 100 lat, i choć ich pięknie ozdobione, modernistyczne fasady są czyste i zadbane, a mieszkania w nich wyremontowane, to i tak większość z nich nie posiada ogrzewania..., więc trzeba dogrzewać się farelkami i różnego rodzaju grzejnikami elektrycznymi, a potem ze strachem czekać na rachunek za prąd... Przyznam, że w nocy nie jest źle - przykryta kołdrą po czubek głowy nawet przez moment nie odczuwam zimna, ale najgorzej jest chyba rano, tuż po wygrzebaniu się z ciepłego łóżka. Wtedy właśnie włączam grzejnik, którego termometr powiadamia mnie, że temperatura w domu wynosi np. 11,4ºC!. Mieliście kiedyś tak zimno w domu?. Na szczęście takich dni jest tylko kilka w roku i dzisiaj jest już  trochę lepiej:). 

Najlepsze na rozgrzanie są oczywiście gorące posiłki, choćby dzisiejsze klopsiki w gorącym pomidorowym sosie, z karczochami i groszkiem. Polecam:).



2 lutego 2015

Makaron ''galets'' nadziewany dorszem i brokułami

Ku memu zdziwieniu w kuchni hiszpańskiej spotkałam się z wieloma przepisami z makaronem, dlatego zaczęłam się zastanawiać skąd wziął się on w Hiszpanii?. Otóż, prawdopodobnie dotarł on do tego kraju za pośrednictwem Arabów zamieszkujących kiedyś dzisiejszą Andaluzję. Już w XIII wieku pojawiły się tam przepisy z makaronem na bazie wody i mąki o bardzo dziwnych nazwach: fidawus, al-muhammis, zabzin czy aletría (ta ostatnia pojawiła się już na blogu w przepisie na zupę z klopsikami z dorsza, makaronem i warzywami). 

W wielu tradycyjnych hiszpańskich przepisach makaron, podobnie zresztą jak ryż, gotuje się bezpośrednio w sosach lub zupach, a nie osobno w wodzie. Najczęściej używanym tutaj makaronem jest makaron zwany fideo przypominający makaron dodawany do polskiego rosołu. Można go kupić w różnych grubościach oznaczonych numerami (fideo nº 0, nº1, nº2, nº3...) oraz czasami z dziurką wzdłuż całej jego długości. Taki makaron używa się najczęściej do przygotowania dania podobnego do paelli, zwanego fideuá (np. makaron z rybą, mątwą i krewetkami). Innym makaronem spotykanym przede wszystkim w Katalonii są canelones - makaron przypominający płaty makaronu używane do przygotowania włoskiej lazanii, które zwija się w rurki i nadziewa farszem z mięsa, szpinaku lub innych warzyw; następnie polewa się sosem pomidorowym i beszamelem i zapieka w piekarniku (można też kupić canelones w postaci gotowych rurek). W Katalonii spotkacie się także z makaronem zwanym galets, który pojawia się tutaj przede wszystkim w okresie bożonarodzeniowym, w tradycyjnym jednogarnkowym i dwudaniowym daniu zwanym escudella i carn d'olla - podobnym trochę do pochodzącego z Madrytu cocido. Pierwszym daniem jest rosół podawany z makaronem galets nadziewanym farszem z mięsa, a drugim wszystkie składniki na których rosół został ugotowany: mięso, kiełbasa (botifarra), ciecierzyca, warzywa (kapusta, ziemniaki, marchew) oraz klopsy z mielonego mięsa zwane pilotes

Makaron galets przypomina swym kształtem ślimacze muszle, ale z otworem po obu stronach (przyznam szczerze, że wypełnienie ich farszem jest trochę skomplikowane, dlatego polecam użyć dużych otwartych muszli).



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...